32 myśli na 32 urodziny – Terenia znów prywatnie

Dziś kończę 32 lata. Ładny wiek, ale nie czuję się na tyle. W duszy nadal mnóstwo kolorów, jednorożce, pandy i jeże. Z wiekiem (ale to brzmi…) przychodziły jednak do mnie rozmaite życiowe przemyślenia. Przemawiały do mnie też liczne cytaty oraz przesłania od innych osób. Dziś podzielę się właśnie takimi swoimi refleksjami w liczbie…. a jakże, 32 myśli. Miłego czytania!

1. Myśli rzeczywiście wpływają na to, co się dzieje.

„Bądź dobrej myśli, bo po co być złej” – to słowa Stanisława Lema. Jakże prawdziwe, trafne i opisujące to, jak działa nasz mózg. Ileż w życiu zależy od higieny myśli… Te negatywne nieraz powodują, że wszystko wygląda jak samospełniająca się przepowiednia. Te pozytywne – uskrzydlają, dodają energii i sprawiają, że zupełnie inaczej podchodzę do wyzwań, codzienności… i wszystkiego.

2. Prawo przyciągania działa… Czy ktoś w to wierzy, czy nie.

Tak samo, jak działa grawitacja – czy tego chcemy, czy nie. Można to negować, można twierdzić, że to bzdury… Ja jednak widzę, ile w życiu zależy od myśli właśnie i tego, co wysyła się mentalnie w świat. Im więcej marudzenia, narzekania i mówienia, że jest źle – tym gorzej będzie. Im więcej wdzięczności, docenienia tego, co się ma, wiary w siebie – tym więcej dobra dookoła. Serce człowieka zawsze emituje pole energetyczne. Pytanie, co jest przez nie wysyłane do otoczenia.

3. Nie muszę zabiegać o niczyją akceptację.

Każdy chce być kochany, lubiany i doceniany. Ale w tym biegu po uznanie innych gubi się siebie. Biegniesz, ale zostajesz w tyle. Tymczasem lepszym rozwiązaniem jest praca nad poczuciem własnej wartości i nieuzależnianie tego od cudzej akceptacji. Grunt to zaakceptować siebie… a wtedy i innym to łatwiej przychodzi.

4. Szkoda czasu na wielogodzinne tkwienie przez TV.

Odkąd dbam o higienę myśli, ograniczyłam oglądanie:

  • serwisów informacyjnych,
  • debat politycznych,
  • audycji sportowych,
  • brutalnych, pełnych przemocy filmów,
  • „odmóżdżających” seriali typu paradokumenty, reality show itd.

Właściwie to od miesięcy już w ogóle nie oglądam telewizji. Zamiast tego wolę poczytać dobrą książkę, porozmawiać z drugim człowiekiem czy obejrzeć wartościowy film albo serial (bez zbędnych reklam).

5. Nauka zaczyna się dopiero na studiach…

… a nawet mam wrażenie, że PRAWDZIWA nauka dopiero się zaczęła PO ich ukończeniu. Nauka rzeczy naprawdę przydatnych w życiu. Samorozwój to coś, co jednak będzie mi już towarzyszyć na zawsze. Bo albo się rozwijam, albo stoję w miejscu… a nawet się cofam. Świat przecież nie poczeka.

6. Cudownie mieć bliskich, wspaniałych przyjaciół!

Takich, którzy są bez względu na zmieniające się okoliczności. Tych na lata – którzy są już tak naprawdę rodziną. O te przyjaźnie naprawdę warto dbać. Bo niezależnie, gdzie jesteśmy i jak daleko od siebie – w sercach zawsze blisko. Dziękuję Wam (Wy już wiecie, o kogo chodzi) 😄.

7. Stawianie granic to NIE jest bycie nieuprzejmą…

… a bycie miłą nie polega na pozwalaniu, aby ktoś wchodził mi na głowę. Zajęło mi trochę przyswojenie sobie tej zasady. Nauczona, że mam być grzeczna, nie pyskować, nie wychylać się… musiałam opanować sztukę asertywności i stawiania granic. Warto było.

8. „Oznaką rozwoju jest to, że mamy się dobrze z tym, że nie mamy się dobrze”.

To słowa autora o pseudonimie Yung Pueblo. Zgadzam się z nimi – rozwój nie zawsze jest miły i przyjemny. Często wręcz idzie jak po grudzie. Zmiany potrafią boleć. Przyznawanie się do błędów (a szczególnie przed samą sobą), gorycz porażek, zniechęcenie, zwątpienie, upadek i wstawanie po raz n-ty… To wszystko wymaga cierpliwości, samozaparcia i wiary, że po coś to jest. Po to, by każdego dnia stawać się choć trochę lepszą od siebie z dnia poprzedniego.

9. Świat nie jest ani dobry, ani zły. On po prostu… jest.

To jedno z większych odkryć, jakie się dokonały w mojej głowie. Przez lata miałam w niej różne lęki, obawy i niepokoje. Otoczenie jawiło mi się jako mało przyjazne, niebezpieczne wręcz. Potrzebowałam przepracować sobie trochę kwestii z najmłodszych lat, by zacząć postrzegać świat neutralnie. Bo niby dlaczego każdy człowiek miałby mieć złe zamiary, a każdy pies bez smyczy – chcieć mnie pogryźć?

10. Geny nie przesądzają ostatecznie, czy na coś zachoruję, czy nie.

Kiedyś myślałam, że mając w rodzinie dane schorzenia (np. serca), jest się nimi niejako obciążoną. No nie ma wyjścia, też prędzej czy później mnie dopadnie, geny no – tak to postrzegałam. Gdy jednak zgłębiłam temat, okazało się, że wcale tak nie musi być. Geny zwiększają ryzyko, ale koniec końców moim trybem życia i codziennym nastawieniem mogę im w tym przeszkodzić 🙂.

11. Nie wszystko w życiu musi mieć wyższy cel!

Swego czasu, w początkach istnienia tego bloga, przygotowałam o tym wpis. Zajęło mi trochę nauczenie się, że MOGĘ zajmować się tzw. „pierdołami”. Że nie wszystko, co robię, musi być produktywne, pożyteczne i służyć czemuś wyższemu. Bo matura, bo studia, bo teraz nie ma czasu… A może właśnie warto znaleźć chwilę, żeby porysować, poszydełkować czy posłuchać muzyki – dla siebie, po prostu?

12. „Wszystkie odpowiedzi są w Tobie”.

Mówi o tym Kamila Surma. Mówi też o tym Fryderyk Karzełek w swoim Klubie 555 (cudowna społeczność, nawiasem mówiąc!). A teraz mówię o tym i ja. Warto wsłuchiwać się w głos swojej intuicji i szukać odpowiedzi w sercu. Szczęścia też opłaca się poszukać właśnie tam – a nie na zewnątrz. Z tego względu dobrze jest znać swoje wartości i to nimi kierować się w życiu. To jedna z tych 32 myśli, o których baaardzo często sobie ostatnio przypominam.

13. Bezdzietność z wyboru jest OK.

Nie muszę mieć dzieci z powodów tego typu:

  • „ja chciałabym/chciałbym mieć wnuki”,
  • ktoś ma mi podawać szklankę wody na starość,
  • dzieci „cementują związek” (hm, nawet ciężko mi się odnieść jakkolwiek pozytywnie do pomysłu łatania relacji dorosłych ludzi dzieckiem…),
  • brak dzieci to egoizm (czyżby?),
  • sąsiadka/koleżanka/dalsza krewna ma, więc i ja powinnam.

To nie są dla mnie powody, by mieć dzieci. Gdy z wielu powodów nie czuję takiej potrzeby, to nie warto się zmuszać.

14. Nie ma czegoś takiego jak „za dużo książek”!

Co najwyżej może zabraknąć miejsca na półkach… A tak naprawdę to jednak ograniczam liczbę posiadanych książek, puszczając w świat te przeczytane. Warto, żeby inni też mogli skorzystać. Obecnie są u mnie te egzemplarze, do których wiem, że będę wracać. Oraz te, czekające w kolejce na przeczytanie.

15. Aby kochać innych, trzeba pokochać siebie.

Nie podzielę się czymś, czego sama nie mam. Brak zdrowej miłości własnej skutkuje żebraniem o uczucia u innych. A to raczej kiepski pomysł… Dlatego warto pracować nad akceptacją siebie i kochaniem ze swoimi zaletami i wadami. Gdy potrafię zatroszczyć się o siebie, będę umiała też okazać tę troskę na zewnątrz.

16. Od ciepłego ciasta nie dostaję skrętu kiszek, a od połknięcia pestki nie rośnie mi drzewo w brzuchu…

Dwa mity, w które święcie wierzyłam w dzieciństwie. Tymczasem przecież je się ciepłą pizzę. Jak i ciepłe knedliki, a także pewnie wiele innych typów ciast. A pestek w życiu połknęłam tyle, że gdyby było tak, jak mówią… To już dawno powinien we mnie rosnąć las. A jakoś nie rośnie 😅.

17. „Jedyną różnicą między dobrym dniem a złym dniem jest Twoja postawa.” – Dennis Brown

Ten cytat od wielu miesięcy rezonuje mocno ze mną. Każdego dnia po obudzeniu przypominam sobie tę myśl. Mówię też do siebie to, co niegdyś zalecił Fryderyk w porannej audycji Klubu 555:

To będzie dobry dzień, bo tak zdecydowałam.

To, że można świadomie WYBRAĆ, w jakim się jest nastroju, było dla mnie znaczącym odkryciem.

18. Stabilizacja życiowa to dla mnie coś innego niż dom, samochód i praca na etacie.

O tym już kiedyś pisałam na blogu. Według mnie nie chodzi o posiadanie, lecz o stan serca i umysłu. Bo można mieć to wszystko, a jednak nie czuć się stabilnie i tracić grunt pod nogami. A można mieszkać w wynajmowanym, nie posiadać auta, a jednak w sercu czuć spokój i każdego dnia żyć w poczuciu bezpieczeństwa. Dziś wiem, że kiedy bałagan w głowie, to żadne uporządkowanie na zewnątrz nie rozwiąże kłopotu.

19. Moja misja to czynienie internetu lepszym miejscem.

Długo zastanawiałam się, czemu zaczęłam pracować jako copywriter. To była w dużej mierze intuicyjna decyzja, oparta na moim talencie i pasji – zawsze kochałam pisać. Jednak czułam, że coś większego za tym idzie. I tak postanowiłam, że chcę czynić polski fragment sieci lepszym, jeszcze bardziej wartościowym miejscem. Jakość treści to dla mnie podstawa. Zarówno jeśli chodzi o ich poprawność językową, jak i o przesłanie, które niosą teksty.

20. Aby coś zmienić, niezbędna jest akceptacja tego, co jest.

Zauważyłam, że trudno o zmiany, gdy zamiata się pod dywan fakty. Nie stanę się mniej lękliwa, gdy będę wypierać swoje lęki. Nie nauczę się prosić o wsparcie i pomoc, gdy będę się upierać, że wszystko muszę sama ogarnąć. Dlatego akceptacja obecnego stanu rzeczy jest pierwszym krokiem do tego, żeby móc coś korygować, poprawiać, wdrażać.

21. Alpaki są słodkie. I tak samo jeże. A ponadto pomeraniany, króliczki i sówki.

Mam słabość do wielu istot puchatych, łapkatych 🐾, parzystokopytnych (no tak, żyrafy też). Takich, co patrzą swoimi słodkimi oczkami z miłością. Dzień bez wideo ze słodkimi zwierzakami to dzień stracony.

22. Warto mieć marzenia. Mieć i je realizować.

W latach dziecięcych miało się sporo marzeń. Co się z nimi stało? Część z nich siłą rzeczy się zdezaktualizowała. Ale były też takie, które spokojnie można realizować w dorosłości. Ba, teraz nawet warto znaleźć ich jeszcze więcej. Od pewnego czasu prowadzę swoją listę marzeń, uzupełniając ją o kolejne pozycje. Aktualnie uzbierało się ich już kilkadziesiąt. Dopisuję przy każdym, czemu chcę je zrealizować i jakim mnie to uczyni człowiekiem. To daje mi motywację do ich spełniania.

23. Bycie osobą wysoko wrażliwą daje inną perspektywę… i nie musi być utrapieniem!

Ile razy słyszałam, że jestem przewrażliwiona, wycofana, przesadzam, zamykam się… A może to wcale nie o to chodzi. Wysoka wrażliwość pozwala mi rozwijać kreatywność, czuć więcej, dostrzegać detale, przeżywać całą paletę emocji silniej… To spore plusy, które jednak przeważają nad wadami tej cechy. Z czasem coraz bardziej to wszystko w sobie doceniam. Wiem tylko, że muszę dbać o swój dobrostan, unikać przebodźcowania i nie starać się na siłę wpasowywać w wymogi pędzącego świata.

24. Pisanie wierszy chyba nigdy mi się nie znudzi.

Zaczęłam je pisać, mając jakieś 10 lat. Na początku to było pocieszne i urocze z perspektywy dorosłych. Potem – patrz punkt 11. Słyszałam, że na co mi to pisanie, przecież z poezji nie będę żyć, że zajmuję się niepotrzebnymi rzeczami… Był czas, że przygaszona, odpuściłam. Teraz jednak wiem, że wtedy odeszłam od swojej intuicji, nie słuchałam swoich wewnętrznych potrzeb. Dziś znów wyrażam wierszem to, co czuję i przeżywam – i nie zamierzam już tego porzucać, bo ktoś nie widzi w tym sensu.

25. Praktyka wdzięczności czyni życie lepszym.

To jeden z aspektów, podchodzący niejako pod punkt 1. A także powiązany z prawem przyciągania. Zamiast jojczeć i narzekać, że czegoś nie mam – doceniam to, co mam. Dostrzegam liczne powody do wdzięczności, np.:

  • kubek pysznej herbaty, którą dostałam od przyjaciółki,
  • możliwość wygodnej nauki – dzięki tylu źródłom i zasobom w sieci,
  • błękitne niebo za oknem,
  • kolejny dzień, w którym mogę realizować swoje pasje i marzenia,
  • dobrą książkę do poczytania na wieczór.

„Bądź wdzięczny za to, co masz, to będziesz mieć tego więcej” – rzekła kiedyś podobno Oprah Winfrey. I miała rację!

26. Tylko osoby o wysokim poczuciu własnej wartości będą mieć realny wpływ na moje życie.

Przestałam przejmować się krytyką tych, którzy sami nic nie chcą zmieniać w swoim życiu. Oraz tych, którzy umniejszają innym, aby sami mogli poczuć się lepiej. To, kim się otaczam, ma realny wpływ na to, kim się staje. Staram się więc przebywać w towarzystwie osób o dobrej energii, życzliwych i entuzjastycznych.

27. Odpoczynek to konieczność, nie fanaberia.

Lata zajęło mi zrozumienie tej prostej kwestii. Nie muszę zasłużyć na odpoczynek, bo to nie jest żaden przywilej… To po prostu niezbędna rzecz, by organizm mógł się zregenerować i nabrać sił. Gdy czuję, że potrzebuję odpuścić i zwolnić – pozwalam sobie na to. Zanim ciało odmówi mi posłuszeństwa, co mogłoby się skończyć kolejną migreną, bólami brzucha albo omdleniami.

28. Warto próbować nowych smaków!

Ramen? Sushi? Butter chicken? A może chinkali? Kolorowa kawa zamiast tradycyjnej latte. Zielona herbata z porzeczką i jabłkiem w miejsce czarnej. Yerba mate na miejsce kawy… Tofu zamiast kurczaka. Dobrze jest od czasu do czasu próbować czegoś nowego i poznawać kuchnie świata.

29. Pisanie w dzienniku pomaga w uporządkowaniu myśli.

To właśnie proces intuicyjnego pisania, strumienia myśli, pozwolił mi spojrzeć inaczej na wiele spraw. Gdy chodziłam na psychoterapię, lubiłam po sesji usiąść z dziennikiem i spisać swoje refleksje z danego spotkania z panią terapeutką. To pomagało mi posegregować fakty, utożsamić się ze świeżym spojrzeniem na sprawy, zaplanować wdrażanie zmian i po prostu wyrazić emocje. Obecnie często też oczyszczam umysł i serce, notując w dzienniku. Pisanie ręczne potrafi zdziałać cuda. To m.in. z moich notatek wyselekcjonowałam te 32 myśli.

30. Przemoc to NIGDY nie jest rozwiązanie.

I dziś wiem, że przemoc to nie tylko bicie, popychanie czy bezpośrednia agresja słowna. To też tzw. „tylko żartowałam/żartowałem”. To również karanie ciszą i okazywanie pogardy milczeniem. To ponadto naruszanie czyichś granic cielesności w sferze seksualnej. I wreszcie – przemoc ekonomiczna. Zjawisko to ma wiele twarzy. Aha – i NIKT nie przekona mnie do tego, że klapsy to metoda wychowawcza, a bicie dziecka czegoś je uczy. Tak, „uczy”: braku zaufania do najbliższych i życia w ciągłym lęku. Nie, dziękuję za taką naukę.

31. Warto nazywać rzeczy po imieniu…

No właśnie. Bicie dzieci to przemoc. Agresja militarna to agresja militarna, a nie misja wojskowa czy pokojowa. Gwałt to gwałt. A pochwa to pochwa, a nie „tam na dole”. Nauczyłam się nazywać rzeczy otwarcie, po imieniu, a nie chodzić opłotkami i łagodzić przekaz na siłę.

32. Nie warto męczyć się w czymkolwiek – pracy, związku, innej relacji – gdy ewidentnie Ci nie służy.

Szkoda życia na tkwienie w krzywdzącym układzie związkowym, zawodowym czy jakimkolwiek innym. Zbyt mało czasu jest nam dane tu, na Ziemi, żeby go marnować na raniące relacje i nieciekawe prace. Nie warto. Ani w imię umów na czas nieokreślony, ani w imię ślubowań.

Cóż, na koniec było mocno – ostatnie 3 z 32 myśli to naprawdę ciężki kaliber, wiem. Ale może tak miało być… Bo przecież przemyślenia w naszych głowach są różne – od tych luźnych i przyjemnych, po trudne i bolesne. I każde z nich jest po coś, nie warto ich oceniać. Te 32 myśli mocno odmieniły moje patrzenie na świat. I życzę sobie dziś, abym nadal miała otwarty i elastyczny umysł, intuicyjną duszę i pełne miłości serce (choć już pokiereszowane). Lecę dalej z tym moim życiowym arcydziełem!

Back to Top