O wrażliwości – bycie WWO z perspektywy copywritera

Odkąd pamiętam, czułam wszystko bardzo intensywnie. Przeżywałam bardziej. Rozpamiętywałam więcej. Wzruszałam się często. Cieszyły mnie drobiazgi. Ale też głębiej doświadczałam smutku i bólu psychicznego. Słyszałam, że jestem przewrażliwiona. Moje odczucia bywały bagatelizowane. Wtedy myślałam, że coś ze mną nie tak – że może rzeczywiście przesadzam. Ale to po prostu… wysoka wrażliwość. I to nie jest wada, przypadłość ani żadna choroba. Bycie wysoko wrażliwą osobą (WWO) to dla mnie dar.

Jak to jest mieć tę cechę?

Przede wszystkim intrygująco. Gdy słucham muzyki, czuję ją w każdej komórce mego ciała. Kiedy jem, to delektuję się każdym kęsem. Gdy kocham, to jak gdyby świata nie było. Albo raczej, jak gdyby ten ktoś był światem, a dookoła nic. Gdy się raduję, to czuję, jakby dusza tańczyła pełen pasji taniec i rozsiewała wokół stokrotki, niezapominajki oraz kaczeńce.

Każdego dnia spoglądam w chmury i odruchowo dostrzegam w nich rozmaite kształty. Wzrusza mnie feeria barw, jaką obserwuję na niebie o zachodzie słońca. Rozczulają mnie małe pieseczki, alpaki, króliczki, jeżyki i kotki. Zachwycają mnie też detale, na które zwracam uwagę podczas spacerów:

  • jesienne drzewo, ubrane w wielokolorową szatę z liści,
  • płaskorzeźba ze słoniem, umieszczona na fasadzie budynku,
  • zapach perfum osoby, która właśnie mnie minęła,
  • urocza, puchata przywieszka przy czyimś plecaku,
  • zabawny napis na torbie płóciennej przechodzącej obok dziewczyny,
  • własnoręcznie namalowane markerem wzory i napisy na trampkach,
  • naklejka z pandą, przylepiona na losowej latarni…

Mogłabym tak dużo wymieniać. Dociera do mnie dużo bodźców, a odbieram je wielopoziomowo. Bo muzyka to obrazy, dotyk to dźwięki, zapachy to wspomnienia, a słowa – kolory…

Bycie copywriterem a bycie WWO: jak to się łączy?

W pisaniu tekstów wrażliwość to bardzo przydatna cecha. I nie chodzi tylko o wiersze, głębsze refleksje, przemyślenia lub wpisy blogowe takie jak ten. Wrażliwość jest przydatna również przy przygotowywaniu treści dla klientów. Dzięki byciu WWO:

  • potrafię świetnie wczuć się w to, czego potrzebuje klient,
  • dostrzegam, gdy ktoś ma wątpliwości i obawy w kontekście np. zakupu danego produktu czy skorzystania z usługi,
  • empatyzuję z osobą zamawiającą tekst – w kwestii jej wymagań i tego, co chce przekazać swoim klientom,
  • widzę kwestię, którą opisuję, w szerszym kontekście,
  • zwracam uwagę na detale w treści – wyłapię więc powtórzenia, nielogiczności, braki interpunkcyjne,
  • szybko się uczę nowych rzeczy, bo jestem ciekawa świata i gdy mnie coś pochłania (np. research) – to pochłania całkowicie,
  • wykorzystuję swoją intuicję do komponowania treści tekstu.

Myślę, że poza umiejętnością łatwego formułowania myśli, to właśnie wrażliwość doprowadziła mnie tu, gdzie obecnie jestem. To ona sprowadziła mnie z powrotem na drogę pracy ze słowami. A jako że bycie WWO ma też swoje mankamenty, pomogło mi to też podjąć decyzję o byciu freelancerem. No właśnie, a skoro już o mankamentach napomknęłam…

Wady bycia WWO – co obserwuję u siebie?

Cóż, swego czasu dostrzegałam głównie minusy tego stanu rzeczy. Nie było łatwo – bo jak ma być, gdy traktuje się jakąś część siebie jak przekleństwo? Na szczęście z czasem zaczęłam zauważać i doceniać tę lepszą stronę wysokiej wrażliwości. Co nie znaczy, że zupełnie przestałam zwracać uwagę mankamenty. Po prostu lepiej siebie rozumiem. Wtedy to było na zasadzie „czemu inni tak nie mają, tylko ja tak muszę cierpieć?!”. Tymczasem… ci inni też tak miewają, bo według badań jakieś 15-20% ludzi to WWO! A co widzę u siebie?

  1. Przebodźcowanie w tłumie i przy nadmiarze dźwięków, dotyku czy wypowiadanych słów. Dłuższe przebywanie w zatłoczonych miejscach sprawia, że dosłownie odpływam. Czuję, jakby życie toczyło się gdzieś obok, za szybą… Potrzebuję wtedy pójść gdzieś, gdzie jest cicho. Najlepiej do domu. Nie obrażaj się więc, gdy wychodzę wcześniej z imprezy. To tylko mój bardziej reaktywny układ nerwowy.
  2. Nieumiejętność działania w rozproszeniu – multitasking to totalnie nie moja bajka. Lubię pracować w danej chwili nad jedną rzeczą, jednym zadaniem czy projektem. Potrzebuję poświęcić pełną uwagę konkretnemu zagadnieniu, żeby dać z siebie 100%. Co z kolei prowadzi do kolejnego mankamentu…
  3. Perfekcjonizm. Powoli na szczęście się z niego wygrzebuję, ale przez lata dość skutecznie utrudniał mi życie. Niekończące się poprawki, udoskonalenia, sprawdzanie… No ile można. Bo skrupulatność i uważność ułatwiają funkcjonowanie, lecz bycie perfekcjonistą to już popadanie w skrajności. Teraz już jednak wiem, że jak to mawia Ola Budzyńska: „zrobione jest lepsze od doskonałego.
  4. Chłonięcie nastrojów innych osób dookoła. Czucie tego, co czują inni – nawet gdy tego nie werbalizują. Jeśli więc ktoś jest w mojej obecności podenerwowany, zaniepokojony, zirytowany – to na pewno w jakimś stopniu też zacznę to odczuwać. Na szczęście poznałam techniki odcinania się od stanów emocjonalnych innych ludzi. Grunt to wiedzieć, co jest moje, a co nie.

Bycie wrażliwą istotą nie zawsze jest łatwe. Czuję dużo, przeżywam mocniej, doświadczam głębiej. I tego, co piękne, wspaniałe czy dobre – ale i tego, co bolesne, trudne, przygnębiające. Rozpiętość skali odczuć wciąż mnie nieraz zaskakuje i przytłacza. Ale im bardziej akceptuję siebie i fakt bycia WWO, tym łatwiej jest radzić sobie każdego dnia. Funkcjonować w dzisiejszym świecie, pełnym bodźców. A jak u Ciebie przejawia się wysoka wrażliwość? Od kiedy wiesz, że jesteś wrażliwcem? Podziel się w komentarzu!

Back to Top