Smartfon, dziewczyna i motywacja, czyli jak znaleźć pracę

Dziś będzie troszkę nietypowo. Zjawisko, które możemy wszyscy zaobserwować, dało mi do myślenia. Pozwólcie, że podzielę się z Wami tymi spostrzeżeniami, przedstawiając trzy krótkie opowiastki. Mają one wspólnego bohatera: smartfona. Wszelkie podobieństwo do znanych Wam osób i sytuacji – nieprzypadkowe.

Gdzie ta jedyna?

Jacek chciał znaleźć sobie partnerkę. Od pewnego czasu smutno mu się robiło, gdy obserwował, jak jego kumple spotykają się z dziewczynami. Był nieśmiały, więc założył sobie profil na portalu randkowym i regularnie sprawdzał wiadomości stamtąd. W tramwaju, w autobusie czy czekając na przystanku, zaglądał na swoje konto – zaglądał i się rozczarowywał. A to trafi się taka nie w jego guście (krótkowłosa i za wysoka), a to całkiem zgrabna, ale niezbyt jest z nią o czym pogadać, a to dużo starsza. Ciągle jednak scrollował, szukał, rozważał… Któregoś dnia, gdy jechał na uczelnię, w autobusie przyglądała mu się pewna dziewczyna. Ładna, niewysoka, z długimi włosami i dołeczkami w policzkach. Była jego koleżanką z roku, ale nie mieli jeszcze okazji ze sobą rozmawiać – chodziła na ćwiczenia do innej grupy. Parę razy, gdy Jacek podniósł głowę znad smartfona, próbowała zwrócić na siebie jego uwagę: uśmiechała się, machała, a raz skinęła głową, mrugając do niego. Niestety – on jej nie widział. Nieprzytomnym spojrzeniem omiatał ludzi, wsiadających i wysiadających na przystanku, po czym znów pogrążał się w smartfonie… czytając porady o tym, jak poznać fajną dziewczynę, gdzie jej szukać i w jaki sposób zagadać.

„Szukam pracy – ktoś coś??”

Ania od kilku miesięcy próbowała znaleźć pracę. Miała już doświadczenie w gastronomii. Niestety, lokal, w którym pracowała – upadł. Był usytuowany na uboczu i nie przychodziło doń zbyt wielu klientów. Pomiędzy wysyłaniem CV i przeglądaniem ofert pracy w sieci, Ania, korzystając z wolnego czasu, postanowiła wrócić do swojego hobby, a mianowicie spacerów po mieście. Kiedyś lubiła wolno przechadzać się zabytkowymi uliczkami, słuchać odgłosów ulicy, obserwować ludzi w ogródkach piwnych. Kiedyś zwracała uwagę na detale architektoniczne, ciekawe drzewa czy kwiatowe klomby. Jednak praca od rana do wieczora sprawiła, że dziewczyna po godzinach nie miała już ani siły, ani ochoty na spacery – bieganie między stolikami było wyczerpujące. Teraz szła właśnie w stronę Wawelu, trzymając w ręce smartfona i przeglądając kolejne ogłoszenia, w których oferowali „pracę w młodym, uśmiechniętym zespole” i „benefity dodatkowe”. Szła powoli, co jakiś czas trącała kogoś, lecz była zbyt zaaferowana, by to zauważyć – koniecznie chciała zdobyć szybko pracę, gdyż oszczędności jej się kończyły. Patrząc w ekran, nawet nie spostrzegła, że minęła cztery lokale, w których szukali pracownika. Kawiarnia, znana restauracja, sportowy pub i kolejna, niewielka kawiarenka… Duże ogłoszenia na szybach tych miejsc kompletnie nie zwróciły jej uwagi.

Niech ktoś mi podaruje więcej doby…

Marcin marzył o tym, aby w końcu znaleźć czas i przeczytać wszystkie te książki o rozwoju osobistym, w które sukcesywnie się zaopatrywał przez kilkanaście ostatnich miesięcy. Dlaczego akurat takie lektury? Tematyka ta zainteresowała go po tym, jak dostrzegł ogromne zmiany u swojego przyjaciela. Inny sposób myślenia, lepsza organizacja czasu, motywacja do regularnego chodzenia na siłownię (skutkująca niezłą rzeźbą) – to wszystko zrobiło na Marcinie spore wrażenie. Dziś wracał właśnie tramwajem do domu, wpatrzony w smartfona. Szukał informacji o tym, jak mieć więcej chwil na czytanie i skąd wziąć czas na samorozwój. Klikał w proponowane przez wyszukiwarkę linki, prowadzące do kolejnych portali oraz blogów i przenoszących go na kolejne fora internetowe. Zupełnie nie zauważył, że facet, siedzący obok niego, przez cały ten czas był pogrążony w lekturze. Analogowej. Takiej z przewracanymi, papierowymi kartkami i miękkimi okładkami. Książka dotyczyła… samodyscypliny i motywacji.

Trzy imiona, trójka ludzi, trzy różne sytuacje życiowe… I trzy smartfony.

Urządzenia, które – jak sama nazwa wskazuje – są „smart”.

Mały kawałek elektroniki, który ma nam teoretycznie ułatwiać życie.

Czy aby na pewno zawsze ułatwia?

Do czego zmierzam?

Widok osoby, pochylonej nad świecącym ekranem, nie jest już niczym nowym. To powszechne – obrazek taki widzi się każdego dnia na ulicach, w środkach komunikacji, w poczekalniach… I w domach. Dwójka ludzi, jeden pokój, a każde z nich patrzy w swoje własne okienko na świat. A gdyby tak podnieść głowę znad ekranu? Rozejrzeć się? Dostrzec świat dookoła, ludzi obok i możliwości, które życie nam podsuwa pod nos? Spróbuj. Ja tak robię regularnie i powiem Ci, że nie żałuję!

Liczba komentarzy: 2

    • Terenia Tekścik

      Właśnie, tylko czy aby na pewno zawsze jest dzięki nim lżej? Grunt to korzystać z nich mądrze i z umiarem. A co do Ani – założenie w historii było takie, że nadal szuka ona pracy w swojej branży. Przyznam jednak, że rzeczywiście, mogłaby chcieć odmiany – dziękuję za trafne spostrzeżenie! Nie zmienia to jednak faktu, że smartfon ją pochłonął dość mocno… Pozdrawiam ciepło. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *