Podsumowanie roku 2018: co najbardziej zapadło mi w pamięć?

Kolejny rok mija, kolejne 365 dni odchodzi do historii. Nigdy szczególnie nie przepadałam za wielkim świętowaniem z tej okazji, niemniej jednak jest to dobry moment na osobiste podsumowanie. Zastanowiłam się więc nad tym, co dobrego przyniósł ten rok i jakie sytuacje najbardziej z niego zapamiętam. Wytypowałam pięć – zapraszam, jeśli jesteście ciekawi. 🙂

LUTY: kopalnia soli i urok miasteczka

W jeden z zimowych weekendów wybraliśmy się wraz z mężem na wycieczkę do Bochni. Początkowo podchodziłam do tego nieco sceptycznie – zapowiadano spory mróz i opady śniegu, a ja należę raczej do ciepłolubnych osób. Jednak wyjazd był już zaplanowany, więc postanowiliśmy nie zmieniać tych planów. W kopalni tej byłam już jako nastolatka, ale od tego czasu wiele się pozmieniało – multimedialne elementy ekspozycji naprawdę robią wrażenie. A do tego po raz pierwszy w życiu przejechałam się podziemną kolejką! Kopalnia to jednak nie wszystko, co mnie tam urzekło. Mróz rzeczywiście nie odpuszczał, ale dzięki temu wizyta w przytulnej kawiarni była prawdziwą przyjemnością. Obserwowanie przez szybę, jak płatki śniegu skrzą się, wirując w powietrzu, pozwoliło mi choć na chwilę wyciszyć się i dostrzec piękno tej pory roku. Miasto, pokryte świeżą warstwą białego puchu, okazało się niezwykle urokliwe.

KWIECIEŃ: Tatry

Pierwszy raz od dobrych kilkunastu lat byłam w naszych pięknych, polskich Tatrach – wprawdzie na krótko, ale to wystarczyło, aby zachwycić się górami i doświadczyć ich majestatu. To także pierwsza wspólna wyprawa w góry z moim mężem. Nie wiedziałam, czy mi się to jakkolwiek spodoba, bo będąc jeszcze dzieckiem, mocno męczyłam się przy bardziej stromych podejściach. Jednak okazało się, że tym razem poradziłam sobie całkiem dobrze. Pewnie dla wielu przejście do Morskiego Oka i z powrotem nie jest szczególnym osiągnięciem, ale dla mnie – w sytuacji, gdy w ogóle nie mam wprawy w spacerach w tego rodzaju okolicznościach przyrody – jest to powód do dumy i zadowolenia z siebie. Warto było doświadczyć tego piękna w momencie, gdy ośnieżone szczyty górowały nad wciąż oblodzonym Morskim Okiem, a dookoła panowała względna cisza (nie był to oczywiście szczyt sezonu, a w schronisku o tej porze roku nawet znalazło się miejsce, aby przysiąść i napić się herbaty!)… Coś pięknego.

CZERWIEC: własna firma

Po kilkunastu tygodniach wahań, zastanawiania się, dywagacji nad nazwą, w końcu podjęłam decyzję: zakładam firmę. I tak 12 czerwca 2018 roku zaczęła istnieć moja własna, pierwsza w życiu działalność gospodarcza. Cieszę się, że się odważyłam i po prostu działam. Robię to, co kocham – piszę. Pracuję z domu, a więc tak, jak mi pasuje: w ciszy, bez konieczności dojazdów i wstawania bladym świtem. Wreszcie czuję, że spełniam się zawodowo, rozwijam się i z uśmiechem podchodzę do kolejnych wyzwań. Copywriting jest bowiem tym, co daje mi sporo frajdy oraz poczucie, że robię coś pożytecznego. A własna działalność pozwoliła mi rozwinąć skrzydła i dała więcej możliwości – nowi klienci, kolejne zlecenia… Oby tak dalej! Mam nadzieję, że nadchodzący rok będzie pod tym względem obfitujący – nie planuję zwalniać tempa, wręcz przeciwnie. O zaletach pracy na swoim pisałam tutaj, więc już nie będę się rozwodzić. 🙂

SIERPIEŃ: wypoczynek roku: nad jeziorem + zwiedzanie Malborka
Aktywnie i leniwie

Końcem lipca wybraliśmy się na dłuższe wakacje. Miejsce było już nam znane z poprzedniego roku, więc wiedzieliśmy, że na pewno będziemy zadowoleni. Nie zawiedliśmy się, nie zawiodła nas również pogoda. Pływanie kajakiem, szaleństwa na różowym flamingu, czytanie książki na niezbyt zatłoczonej plaży – tego mi było trzeba. Nie zdradzę Wam niestety, co to za miejsce – niech to pozostanie tajemnicą. 😉 W każdym razie wracam do niego myślami w chwilach, gdy czuję przygnębienie. Przypominam sobie zapach jeziora, odbijające się w wodzie i migoczące na falach promienie słońca oraz to uczucie, gdy woda obmywa mi stopy, kiedy siedzę na pomoście… Od razu lepiej!

Malbork: ceglana potęga

W sierpniu skorzystaliśmy też z okazji, żeby wyskoczyć na jeden dzień do Malborka. Potężna, krzyżacka twierdza zrobiła na mnie wrażenie. Aż wyobraziłam sobie, jak musiała tętnić życiem w czasach swej świetności… Żałowaliśmy tylko, że nie mogliśmy zostać tam dłużej – zwiedzenie całego kompleksu zamkowego to zadanie na co najmniej cały dzień, od rana do wieczora. Dziś zamek nadal jest gwarny, a to dzięki turystom z całego świata. Na pewno warto zobaczyć, polecam!

PAŹDZIERNIK: katowickie dyktando + zwiedzanie
Konkurs ortograficzny

Jesienią postanowiliśmy wybrać się na Ogólnopolski Konkurs Ortograficzny do Katowic. Nigdy wcześniej nie uczestniczyłam w tym dyktandzie, a od pewnego czasu marzyłam o tym. Na miejscu okazało się, że treść wydała nam się łatwiejsza niż w przypadku dyktand, organizowanych na wiosnę w Krakowie. A może to my nabraliśmy wprawy i niestraszne nam już pułapki językowe? Tak czy inaczej, warto było pojechać i sprawdzić się w tak prestiżowym konkursie. Czekam na kolejną edycję! 🙂

Spacerem po Katowicach

Przy okazji pobytu w tym mieście pojechaliśmy też do Nikiszowca – szczególnego miejsca na mapie Katowic. Wszystkie budynki na tym dawnym osiedlu robotniczym (a dziś zabytkowym!) są ceglane. Bardzo przyjemnie spacerowało się tamtejszymi uliczkami, wstępując w kolejne bramy i błądząc po podwórkach. Sprzyjała temu pogoda – trafiliśmy akurat na wyjątkowo ciepły, jesienny weekend. Pamiętaliśmy też o tym, aby wybrać się w Nikiszowcu do urokliwego lokalu, jakim jest Cafe Byfyj. Pyszne ciasta, wyśmienita kawa, zasługujący na uwagę wystrój i przepiękna zastawa stołowa, a także szczególny klimat tego miejsca to powody do tego, aby kiedyś jeszcze tam wrócić! Może w kolejnym roku? A może Wy się też wybierzecie? Pamiętajcie, aby uprzednio zarezerwować stolik – zwłaszcza gdy planujecie wizytę w weekend.

O tym owocnym wypadzie do Katowic przypomina mi dziś lampa, kupiona na targu staroci, który akurat odbywał się w centrum miasta. Daliśmy jej nowe życie w naszym mieszkaniu i trzeba przyznać, że prezentuje się pięknie!

Miniony rok mogę uznać za naprawdę udany. Jakoś tak się złożyło, że co dwa miesiące działo się w nim coś “bardziejszego”. Najwięcej radości dały mi wspólne wyjazdy z mężem oraz fakt, że w końcu pracuję sama na siebie – we własnej firmie – i robię coś, co uwielbiam: piszę. Czego życzę sobie na kolejne miesiące? Chciałabym rozwijać swoją działalność, ale też znaleźć czas na kolejne wyprawy krajoznawcze. Poznawanie ciekawych zakątków naszego kraju to coś, co sprawia mi niemałą przyjemność. Mam też kilka innych planów, ale o tym na razie ciiii… 😉

Wam życzę przede wszystkim tego, aby wszystkie Wasze plany oraz te śmiałe i mniej śmiałe marzenia urzeczywistniły się – warto marzyć! By kolejny rok obfitował w to, czego pragniecie. By uśmiech towarzyszył Wam każdego dnia, a zdrowie dopisywało. Do zobaczenia w 2019 roku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *