Z mrocznym reliktem przeszłości batalia

Stał na solidnym, czarnym cokole
z granitu pomnik – z czasów mroku.
Ostre krawędzie raniły duszę,
cień niepokoju rzucał naokół.

Wygodnie było czcić tę postać
na postumencie tak dumnie wzniesioną,
wpatrywać się w jej chmurne oblicze
– twarz szpetną, skrytą za dymu zasłoną.

Dobrze było tkwić w jego cieniu
i świata nie widzieć zza cokołu…
Stać naprzeciwko w zastygnięciu
– razem z pomnikiem zamrzeć pospołu.

Lecz dnia pewnego pod pomnikiem
bunt wybuchł.
Jednoosobowy.

Nieosłoniętą, nagą pięścią
ktoś jął weń walić.
R…y…t…m mia…ro…wy.

W ten cokół, mocno wystukując,
zaczął z całej siły uderzać,
podjął tę walkę z wiatrakami,
poddać się prędko nie zamierzał.
Walił w granitu twardą podstawę,
ranił swe kostki, walczył długo,
ślady krwi dookoła wszędzie,
a łzy płynęły po twarzy strugą.
Wreszcie znalazł w sobie dość siły,
by pomnik z postumentu zrzucić –
.
.
.
.
od tego czasu wszystko ucichło.
Cień od postaci już nie wrócił.

Wiesz,

czasem lepiej podjąć walkę,
niźli tkwić w syndromie ofiary.
I choćby rany ponieść przyszło,
nie mierzyć znowu sił na zamiary.

Bo kiedy już nie masz nic do stracenia,
wtedy wychodzisz z pomnika cienia
– tego, co sam go na bólu wzniosłeś.
Zginiesz – albo w siłę urośniesz.

 

mroczny pomnik na ciemnym granitowym cokole, owiany dymem i lękiem

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to Top